O autorze
Aga - cierpi na galopadę myśli, zwłaszcza nocną. Radzi sobie, przerzucając te nieznośne bestie na papier, bo czasami wychodzi z tego coś ciekawego. Chce bawić, sporo zmyślać, trochę zmuszać do refleksji, czasem czerpać z historii – swoich i zaprzyjaźnionych. W „Kronice kobiet” będzie o emocjach, o relacjach, o życiu z bagażem poprzednich pokoleń - po prostu, bez recept i porad, ale za to z czułością i w odcinkach.

3. Sukienka

3. Ostatnie trzy miesiące panieńskiego życia Łucja spędziła na szukaniu materiału na ślubną suknię. Nie, nie znalazła nic, na co mogłaby sobie pozwolić. Były cuda, czasem mało używane, albo u prywaciarzy za dewizy, ale kosztowały fortunę.

I wtedy przyśniła jej się Matka Boska w błękitnej poświacie, która wyszeptała sześć cyfr. Rano Łucja zapisała je na kartce, i dała dziadkowi, żeby wysłał totolotka, koniecznie, bo na pewno wygrają. Dziadek poszedł na działkę, pielił truskawki, podlewał porzeczki i zrywał jabłka, o totku zapomniał. Wieczorem, kiedy wróciła do domu, włączyła radio. Na antenie podawali liczby, które wygrały dziś główną nagrodę. Jej liczby. Te same, które wciąż leżały na karteluszku na stole, dokładnie tam, gdzie położyła je rano. Od tamtej pory Łucja już nigdy nikogo o nic nie prosiła, bo zrozumiała, że jak coś chce – to musi to zrobić sama. Następnego dnia obeszła wszystkie ciotki i zaprzyjaźnione sąsiadki i od każdej w ramach prezentu ślubnego zażądała białych materiałów. Potem zaniosła zdobycze do krawcowej i nie wyszła, dopóki nie przekonała jej, że z tego, co uzbierała, da się uszyć suknię ślubną. Miała rację. W kombinowanej z kiecce z solidnym dekoltem wyglądała obłędnie.

Tylko Staszkowi nie chciała się w niej pokazywać przed ślubem. Była przesądna. To przyniosłoby pecha. Podobnie jak przejście pod drabiną albo stłuczenie lustra. To ostatnie najgorsze, gwarantowało siedem lat nieszczęść. Siedem lat!



Kiedy Staszek dostawał przepustkę, chodzili na długie spacery. Albo do kina „Mewa”. Albo na potańcówki do „Uśmiechu”. Nocą odprowadzał Łucję do domu i szedł spać do dalekiej krewnej – sam gubił się w tych relacjach rodzinnych i nie był pewien, jaki stopień pokrewieństwa łączy go z głuchą ciotką Jadwigą. Czy uprawiali wtedy seks? Nigdy ich o to nie zapytałam. W naszym domu nie rozmawiało się o seksie. Nagiego faceta zobaczyłam pierwszy raz w jakimś niemieckojęzycznym magazynie, który pod łóżkiem chowała matka mojej koleżanki z podstawówki, żona marynarza. Chodź, coś ci pokażę, powiedziała Kasia, najładniejsza dziewczynka w szkole, pierwsza w klasie, która całowała się z chłopakiem. Na rozkładówce pozował nagi Murzyn z fają sięgającą mu mniej więcej do kolan. Ale to nie wszystko. Zaprowadziła mnie do kuchni i ze śmietnika wyciągnęła zużytą podpaskę swojej matki. Widzisz, powiedziała, to nas czeka. Przeraziłam się wtedy nie na żarty. Zwłaszcza, kiedy Kasia uświadomiła mi, że to co dyndało między nogami na zdjęciu, mężczyźni wkładają w kobiety. Po pierwszych zajęciach z edukacji seksualnej wracałam do domu na miękkich nogach, zarzekając się, że nigdy, przenigdy nie pozwolę żadnemu mężczyźnie włożyć w siebie czegoś takiego! Jak wielka była moja ulga wiele lat później, kiedy już empirycznie przekonałam się, że matka Natura nie jest aż tak hojna!

cdn.
Trwa ładowanie komentarzy...