O autorze
Aga - cierpi na galopadę myśli, zwłaszcza nocną. Radzi sobie, przerzucając te nieznośne bestie na papier, bo czasami wychodzi z tego coś ciekawego. Chce bawić, sporo zmyślać, trochę zmuszać do refleksji, czasem czerpać z historii – swoich i zaprzyjaźnionych. W „Kronice kobiet” będzie o emocjach, o relacjach, o życiu z bagażem poprzednich pokoleń - po prostu, bez recept i porad, ale za to z czułością i w odcinkach.

8. Myśl o dziecku

www.pinterest.com
8. Czujesz się zaopiekowana. Czujesz się bezpiecznie. Wszystko z grubsza wygląda nieżle - potencjalny ojciec, najbliższa przyszłość, twoja wizja stabilizacji. Wtedy po raz pierwszy myślisz o dziecku.Tak na poważnie, całym sercem, tak bardzo, że przestajesz zwracać uwagę na detale.

Pamiętam, kiedy pierwszy raz wyszliśmy razem z imprezy. Klasycznie, po kilku drinkach doszedł do zamroczonego wniosku, że miło by było, gdybyśmy razem mogli teraz być sami, może pogadać, może mógłbym potrzymać cię za kolanko, bełkotał w taksówce. No pewnie, trzymaj za kolanko, jak mnie wtedy rozczuliła ta chłopięca nieśmiałość… Mieszkanie kawalera, mało mebli, porządek. Porządek! Nie było porozwalanych gaci na fotelu, mokrego ręcznika na podłodze w łazience i baterii butelek po piwie w kuchni. Cudownie, dobry kandydat. Wyszłam tylko na chwilę do toalety, a kiedy wróciłam, on już słodko pochrapywał powalony w butach na łóżko. Nie zdążyłam zweryfikować wszystkich kryteriów...

Stałam pośrodku porządnego mieszkanka, przy akompaniamencie rytmicznego chrapania, nie wiedziałam, co z tym fantem począć. „Kolorowych snów” wymalowałam szminką na całe lustro w przedpokoju, a w bonusie odcisk czerwonego całusa. No, trochę będzie musiał poczyścić, ale chyba to lubi, więc – baw się dobrze, skarbie. Ta sama taksówka wciąż stała pod blokiem. O, to musiał być bardzo szybki numerek – mruknął taksówkarz. Nie dostał w dziób tylko dlatego, że rozbawił mnie do łez. Pijanych tak łatwo rozśmieszyć.

Zadzwonił następnego dnia w południe, w ramach przeprosin zaprosił na obiad do najlepszej restauracji w mieście. Jeśli chodzi o jedzenie – och, jestem taka łatwa, taka łatwiutka jak sen szczęśliwego dziecka. Wystarczy dobry makaron. Świeża ryba. Aromatyczne risotto. Pikantne curry. Puszysty serniczek. I już, można mnie ugłaskać, jak małego, nastroszonego kotka. Pan Bóczek obdarzył mnie tyloma darami i kubkami smakowymi, a o darze do gotowania zupełnie nie pomyślał. To jedna z jego największych wpadek, jeśli o mnie chodzi, ale nie chcę go rozliczać, bo się chłopina zupełnie nie wygrzebie spod stosu żali i pretensji.


Kręcił się przy stoliku, siedział półdupkiem, mówił półgębkiem. Nie było w nim ani śladu pijackiej odwagi, o trzymaniu za kolanko nawet się nie zająknął. Dopiero po zupie i pierwszym piwie zeszła z niego nerwowość i zaczął sypać jak z rękawa opowieściami z pracy, zabawnymi dykteryjkami z dzieciństwa, snuł historie o podróżach. Tak, słuchałam jak zaczarowana. Chyba nieźle czarował, bo potem przenieśliśmy się do pubu w głębokiej piwnicy i tam dalej trwał prywatny stand-up`u dla jednego widza. I jemu i mnie to słuchanie wystarczało. Po drugim piwie zaczerwieniła mu się twarz. Po trzecim zerkał w mój dekolt i zaczął przebąkiwać o kolanku. Po czwartym - a może poszlibyśmy do ciebie, zapytał. A więc jednak się odważył. I tak po raz drugi wyszliśmy razem z lokalu, przytuleni, w jednym celu. Tak mi się wydawało.

Tu powinna nastąpić historia o długim, namiętnym seksie i co najmniej podwójnym szczytowaniu podczas jednej nocy, takim, że aż sąsiedzi w ścianę walili pięściami, a potem wspólnym pierwszym poranku, z kawą pitą beztrosko w łóżku, zagryzaną świeżymi krułasantami i powtórką gorącego seksu w promieniach porannego słońca. Ale ta historia nie nastąpi. Albowiem po czwartym piwie nie było weny. W domu zaproponował jedynie trzymanie za kolanko (to musiał być jakiś fetysz…) i seans filmowy w tiwi. Seans. Nie seks.

Widocznie nie o seks chodziło. I to był pierwszy raz, kiedy zasnął przy mnie na kanapie. A potem wiele następnych razy. Wpadał coraz częściej, zasypiał, zapraszał w przeprosiny na obiad, w weekend nad jezioro, w tygodniu do kina, potem znów wpadał i zasypiał i znów zapraszał. Całował jak kotek, który z miseczki wylizuje śmietankę, seks go onieśmielał, odwagi nabierał dopiero po alkoholu, ale wtedy z kolei opuszczała go wena, a przychodził Morfeusz. Zamknięte koło, z którego rzadko udawało nam się wyjść, a jeśli już, to i tak tylko na chwilę, jak w tym dowcipie, chodź kochanie, nawet nie poczujesz.

Jednak w jakiś dziwny sposób było mi przy nim dobrze. Starał się inaczej, spróbuj tego, moja dziewczynko, mówił i wymyślał potrawy specjalnie dla mnie i zabierał w miejsca, w których nigdy nie byłam. Dlatego kiedy padła propozycja wspólnego zamieszkania w powodu oszczędności (nie z miłości przecież, bez przesady), zgodziłam się. Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że chciałabym mieć dziecko. Że już jestem zmęczona szukaniem, znajdywaniem, porzucaniem i rozpoczynaniem całego cyklu od nowa. Że chciałabym osiąść.

cdn.
Trwa ładowanie komentarzy...